czwartek, 14 lipca 2011

Tam dom twój gdzie kot twój...

... czyli jak to jest szukać nowego właściciela dla kociaka, a gdy się znajdzie odmówić mu i nadać znajdce status domownika. Stara kocica nie jest zadowolona... Ja wprost przeciwnie:D 

wtorek, 12 lipca 2011

Kupy, kolie i urzędy

Czas płynie z zawrotną prędkością. Ledwo wykaraskałam się z sesji, a już wpadłam w wir przygotowań ślubnych, do których mama włączyła również malowanie ścian. Wybrała więc tradycyjne pastelowe kolory... jedne bardziej pastelowe inne mniej (jak dla mnie są prawie identyczne;) + jasny pomarańcz na dwie ściany pokoju kominkowego (wprowadzenie dwóch kolorów w jednym pokoju uważam za swój wielki sukces :D). I tak biegam po kościołach, urzędach i castoramie, załatwiam, kupuje, wybieram, podpisuje - słowem: nie nudzę się. Oczywiście nie robię tego sama, narzeczony biega, kupuje i podpisuje razem ze mną, choć funkcje decyzyjne (przynajmniej te estetyczno - kolorystyczne) pozostawia mnie :).

Pojawiło się też nam maleństwo. Powodowało brak snu i bliskie spotkania trzeciego stopnia z różnokolorowymi wydzielinami ciała, potocznie zwanymi kupami... Ale na szczęście kocięta rosną szybciej niż dzieci ;) szczególnie szybko rosną te znalezione pod blokiem, opuszczone przez wszystkich, bezbronne i miauczące, te co mają oczy jak kot ze Shrecka i bardzo szybko torują sobie drogę do serc, obgryzając przedmioty domowego użytku i atakując kolorowe skarpetki.

Tak więc przedstawiam Tarkę:


I jeszcze kolia wykonana baaardzo daaawno temu:




A tu kolia na naturalnym modelu... czytaj na moim kikucie szyjnym :P